niedziela, 25 listopada 2012

Umieram od środka...

Nie wystarcza mi już tlen, umieram... moja dusza umiera, a serce wraz z nią...

Nie mogę oddychać, ale walczę tak długo, jak tylko mogę. Tak długo, jak to czuję, jakbym leciała naćpana miłością...



Próbuję żyć normalnie, wychodzi, ludzie myślą, że jestem szczęśliwa. Przynajmniej tak mi się wydaję. Ale kiedy tylko zostaje sama płaczę... moje serce rozpada się na miliony kawałków, a poskładać może je tylko jedna osoba... akurat ta... ta którą kocham... a nawet ze sobą nie rozmawialiśmy, ale jego zapach uwodzi mnie każdego dnia, przez niego codziennie cierpię, nawet przez to, że uśmiecha się do innej- swojej przyjaciółki... nic między nimi nie ma, ale to boli, to, że nie mogę być dla niego kimś wyjątkowym... ale nie winię go, to tylko i wyłącznie moja wina. To ja się zakochałam, to ja się przywiązałam, to ja jestem aż taka głupia, żeby uwierzyć, że mam szansę. 


Myśleliście kiedyś o tym po co tak naprawdę żyjemy? Ja tak i chyba wreszcie odkryłam prawdę. 
Żyjemy, żeby odnaleść osobę, która nas pokocha, którą my pokochamy. Chociaż wiąże się z tym cierpienie i wiele ran, to szczęśliwe chwile na koniec i tak przeważą.


Ale miłość to nie chwilowe zauroczenie. Miłość to głębokie uczucie, które nawet po śmierci trwa, którego kontynuacją jest życie z najważniejszą osobą, tą, którą poznało się jeszcze w trakcie zwykłego życia, tą która odmieniła twoje życie na zawsze w niebie.

1 komentarz: